środa, 15 maja 2013

002

"Geezer grał na gitarze rytmicznej w Rare Breed i szło mu całkiem nieźle. Ale najważniejsze było to, że umiał się wczuć w klimat z tymi swoimi jezusowymi włosami i wąsem Guya Fawkesa. I było go stać, tego Geezera, na odjechane szmatki. Skończył szkołę średnią, więc dali mu w fabryce prawdziwą robotę. Uczył się na księgowego. Płacili mu gówniane pieniądze, ale i tak musiał trzepać lepszą forsę niż ja, mimo, że był ode mnie o rok młodszy. A z tego prawie wszystko trwonił na ciuchy. Jeśli chodzi o modę, dla Geezera nie istniały rzeczy zbyt ekstremalne. Na próbach pojawiał się w żółtozielonych dzwonach i srebrnych platformach. Ja wtedy patrzyłem na niego i pytałem:
          - W coś ty się, kurwa, ubrał?
          Tak na marginesie w sprawach ubierania się nie należałem do konserwatystów. Łaziłem w górze od piżamy, która udawała koszulę, a zamiast naszyjnika wieszałem na sznurku kranik od ciepłej wody. Mówię wam, ile trzeba się nagimnastykować, żeby bez forsy wyglądać jak prawdziwa gwiazda rocka! Musiałem zdrowo ruszać głową. I nigdy nie nosiłem butów, nawet zimą. Różni tacy pytali, skąd "czerpię inspirację". Ja im na to, że jestem golcem i nigdy się, kurwa, nie kąpię."

~ Ozzy Osbourne
"Ja, Ozzy"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz